Było zimno. Wiatr ponosił do tańca
każde drzewo i krzak. Wyglądało to bajecznie. Trwał festyn
zimowy. Kulig, dzieci i milion krzyków. Jednym słowem trwała
wielka zabawa dla dzieciaków a nie 17 latków. Impreza ta miała
zjednoczyć dwa królestwa. Jasne... Od kiedy wielka impreza z
balonikami ma załagodzić sprawy pomiędzy dwoma silnymi, gotowymi
do wojny królestwami, to nie mogło się udać. O muzyce mówić nie
trzeba zwykły chłam. Jednym wypoczynkiem dla młodzieży była
weranda. Zero dzieciaków i nie było słychać żadnej muzyki. Stał
tam właśnie Ed. Włosy jego były postawione na żel, uśmiechał
się jak do najładniejszej dziewczyny na świecie, tylko, że on
uśmiechał się do swojego telefonu na, którym leciała rockowa
muzyka. Obok niego stała dziewczyna, długie brązowe włosy
falowały jej na wietrze tak, że momentami dotykały rąk chłopaka.
Miała na imię Julie. Oczy miała jak otchłań, ciemne i
tajemnicze. Nawet najlepszy znawca nie mógł dowiedzieć się do za
emocje się w niej kryją. Momentami zerkała na niego kątem oka
wydawał się tak samo tajemniczy jak i emocjonalny. Ściszonym
głosem powiedziała „Cześć” Nie odpowiedział, nie słyszał a
ona pomyślała, że ją olał tak po prostu stwierdził, że nie ma
ochoty rozmawiać z osobą, która nie maluję się mocno. Paznokcie
o jasnym różu zaczęły stukać w płot o, który się opierała.
- Mówiłaś coś? - Lekko skrępowany patrząc na jej paznokcie, które wręcz wbijały się w drewno zdjął słuchawki.
- Nie, nie... Nie przeszkadzaj sobie. - Uśmiechnęła się lekko zmuszając się, aby jej słowa brzmiały wiarygodnie.
- Przecież wiedzę... Zaraz tymi szponami mnie zabijesz, ale oczywiście nic nic. - Prychnął cicho i spojrzał na nią z góry na dół.
- Chcesz mi powiedzieć, że lepiej mnie znasz? No przepraszam bardzo, ale znasz mnie od 5 minut a nie od całego życia, więc się nie wypowiadaj. - Odwróciła się do niego. Uśmiechnęła po raz kolejny i nagle zrobiło się jej słabo. Powieki zaczęły się same opuszczać a ona przybrała odcień „Królowej Śniegu” Był biała. Ostatkiem sił złapała za koszulkę chłopaka i pohamowała lekko upadek, który mógł skończyć się tragicznie.
- Mamo... muszę iść? Błagam.... nie mam sześciu lat!- Julie zakładała swoją wielką suknię balową w, której wyglądała jak „Królowa Lodu” Suknie była śnieżna a przy końcach była posypana brokatem.
- Musisz! Twój kolega Ed... Organizuję imprezę z okazji ślubu ich rodziców. - Westchnęła mama Julie, Mins. Po czym uśmiechnęła się do córki przypinając jej wielki czarny kwiat do koka.
- Nie pójdę tam! Rozumiesz... nie nawiedzę go. To on, on mnie wtedy...
- Uratował, tak? To właśnie miałaś na myśli co? - Do salonu wszedł ojciec w czarnym garniturze. W lewej dłoni trzymał malutkie pudełeczko.
Po pięciu minutach się ocknęła.
Stało nad nią masę ludzi chyba z pięćdziesiąt ona jednak
widziała tylko czerwone kurtki z napisami „Pogotowie”.
Spojrzała na niego. Jego oczy się śmiały, były radosne i
szczęśliwe. To tak jakby jej upadek był dla Ed'a satysfakcją.
Jego uśmiech ją coraz bardziej ranił. Patrząc na niego łzy
napływały jej do jej pięknych wielkich brązowych oczu. Łzy były
zbyt ciężkie, aby je utrzymać. Nie dała rady ciepłe łzy
zaczęły spływać ciurkiem po jej bladych policzkach. Była
odwodniona... Brak czegoś do picia przez dłużysz czas sprawił,
że nie dała rady złapać tchu. Wtedy coś mu się odmieniło,
może po prostu chciał dostać naklejkę. Była tego pewna przecież
nikt z chwili na chwilę nie staję się lepszym człowiekiem.
Uklęknął obok niej i podniósł swoją dłonią jej głowę. Nie
wiedziała o co chodzi w jej oczach kreował się strach. Z kieszeni
wyciągnął niebieską butelkę, w której była woda. Napój
przyłożył jej do ust i z lekkim uśmiechem przechylił butelkę.
Napiła się, a następnie wstała opierając się o jego bark.
Ostatni raz spojrzała na niego. Jego oczy były ciemniejsze niż
zwykle a z szyi wychodziła gruba pulsująca żyła. Czy to może
coś znaczyć?! Jakbyśmy żyli w świecie magii to pomyślałaby,
że to jakiś zimnokrwisty lub wampiro podobne coś... No, ale to
jest niemożliwe. Wmawiała to sobie za każdym razem gdy w myślach
widziała jak Ed zmienia się w wielkiego wilka i zaczyna wyć. Z
jej bujnych wyobrażeń obudził ją jej ojciec. Najwyraźniej
musiał zauważyć żyłę u Ed, ponieważ podszedł do niego i
poprawił mu kołnierz tak aby zasłaniał te zjawisko. Finn bo tak
się nazywał jej ojciec podszedł do niej i jakoś tak dziwacznie
zakręcił palcami. Nie bardzo wiadomo było dlaczego to zrobił,
ale nikt prócz niej tego nie zauważył. Mija tydzień może dwa,
jakoś się wiedzie jest trudno, ale ona nigdy go nie zapomni, nie
zapomni jak bardzo go nienawidzi i jak nim gardzi. W jej oczach i
słowach był nikim.
Mam nadzieję, że spodobał wam się
ten rozdział. Jest to pierwsza część pierwszego rozdziału, w
których dowiecie się czemu oni się nienawidzą. Dokładne opisy
postaci są jeszcze tworzone. Druga część tego rozdziału jest przewidziana na koniec kwietnia lub początek maja ponieważ rozdział
ten będzie miał przynajmniej 3 strony... Jest długi i bardzo
rozbudowany. Dziękuję za czytanie!
WOOOW!!!
OdpowiedzUsuńTrochę krótki, trochę zabrakło przecinków, ale jest mega. Zajrzę tu jeszcze na pewno nie raz.
Piszesz przyjemnie dla oka, nie ma zbędnej gadaniny, tylko konkrety. Supi *.*
Tylko powiększ czcionkę bo siedzę z nosem przytkniętym do monitora... Możesz ją jeszcze rozjaśnić, lub po prostu się pobawić kolorami, że by nie było aż tak ciemno. Poczytaj tego bloga, na pewno Ci się przyda ;)
Powodzenia!!!
http://okiem-filolozki.blogspot.com/
Podobał mi się ^^ Mogę tylko przyczepić się paru błędów, ale myślę, że sobie z nimi jakoś poradzisz :)
OdpowiedzUsuńAch, i też proszę o powiększenie czcionki, bo oczy bolą xD
Zapraszam również do siebie : http://skrytobojczyni.blogspot.com/ :)